niedziela, 19 lutego 2017

Próby Życia, Próby Prawdy

Cześć wszystkim





Ostatnio dość długo mnie nie było. Myślę że ten czas mogę nazwać Próbami Życia i Próbami Prawdy. Moje życie od września było chyba najintensywniejszym okresem w całym moim życiu. Przeniosłam się w rzeczywistości filmu z wartką akcją. Stałam się jego główną bohaterką. Tylko, że ten film nie był fikcją. Był stuprocentowo oparty na faktach. Bazowany na życiu szesnastolatki z Suwałk. 
          




 Jeszcze niedawno karetka była dla mnie czymś niesamowicie odległym i raczej nie sądziłam, że w najbliższym czasie mogę się w niej znaleźć. Kojarzyło mi sie to z wypadkami, poważnymi chorobami, starością i śmiercią. Teraz gdy widzę przejeżdżające na sygnale pogotowie nie czuję się już tak obco. Już mnie to tak nie przeraża. Nie pamiętam tego miejsca ale wiem, że kilkakrotnie korzystałam z tego środka lokomocji. 
To samo tyczy się szpitala. Kiedyś odległe, niedostępne dla mnie miejsce. Teraz budynek, w którym spędziłam dużo czasu poznając różnych ludzi. 





Rzeczy tak niedostępne stały się nagle normalną codziennością. Stały się rzeczywistością, która dotyczy również mnie. A to wszystko stało się w mgnieniu oka. Życie i zdrowie to kruchy dar, który może posypać się szybciej niż nam się wydaje. Jednego dnia szpital jest dla nas przerażającym miejscem, którego się boimy, a parę tygodni później rozpoznajemy kroplówki po kolorach etykiet. To jest właśnie magia życia. To jak diametralnie potrafi się zmienić. A my nic nie możemy zrobić. Możemy się jedynie temu poddać i mieć nadzieję. 




Nadzieja. Tak ważna rzecz. Bez nadziei umieramy. To nasza pomocna dłoń, lina, której się trzymamy. Gdy ja puścimy trudno będzie nam ją ponownie chwycić. Porwie nas wir życia. Żeby znów się jej chwycić będziemy musieli przejść wiele trudów i wysiłku.




Chwilę później Warszawa. Miejsce, o którym nigdy wcześniej nie pomyślałam. Jedynie bezpośrednio nasuwające się skojarzenia. Filmowe elektryczne krzesła, pasy i niepoczytalny ludzie. Białe pokoje bez ścian i z lufcikiem w drzwiach przez, które podają jedzenie. Metalowe łóżka, kraty, faszerowanie lekami. Psychiatryk. Wcześniej miejsce z horrorow i filmów, a teraz rzeczywistość. A wszystko tak nagle. Jednego dnia żartuje z koleżanką ze szpitala, że powinnam się tam znaleźć bo mam czarny humor, a chwilę później faktycznie tam jestem spoglądając na świat zza białych, metalowych krat. Jednego dnia oglądam film o osobie której choroba zniszczyła życie i zamknęła ja w szpitalu odcinając od normalnego życia, a chwilę później sama zostaje przez nią wciągnięta. Jest to tak nierealne, że aż mnie samej jest w to ciężko uwierzyć. To ja stałam się tym wariatem patrzącym zza krat. To ja przez dwa miesiące nauczyłam się milionów nazw leków psychotropowych i chorób. I nie dla tego że mnie to ciekawiło. Dlatego, że to dotyczyło właśnie mnie 








Jak w to wszystko uwierzyć? Jak zdrowie może być tak ulotne? Nie wierzyłam w to do czasu aż sama nie zostałam tym dotknięta. Ludzie wokół mnie powtarzali, że powinnam się cieszyć zdrowiem i tym, że moje życie jest tak proste i pozbawione problemów zdrowotnych. Zawsze zastanawiałam się jak to jest być ciężko chorą. Jak to jest cały czas leżeć w szpitalu.  I nagle ze słowem szpital zaczęłam łączyć słowo dom. Nagle słowo diagnoza stało się dla mnie tak łatwe i codzienne. Słowo wypis tak niesamowite i odległe. Z psychiką połączyłam słowo "ja". A kiedyś to było coś, co przecież nigdy nie będzie mnie dotyczyć. Coś tak obcego. Niemalże fikcja.







Próby życia pokazały mi jak łatwe do zniszczenia jest zdrowie i życie. Jak śliskie i łatwe do stracenia. Jak niesamowicie potrafi się zmienić. Pojęłam, że rzeczywistość szpitalna może dotyczyć też mnie, dotychczas okazu zdrowi, siły i energii. Zrozumiałam, że nie mogę lekceważyć danej chwili. Wszystko co robię może mieć dalsze konsekwencje. Wszystko może sie zmienić. Bo żeby życie było białe musi być też czarne. Ale czasem dzieje się to tak nagle.










Próby Prawdy uświadomiły mi mój problem. Próby Prawdy równa się diagnoza. I nagle autyzm stał się moja najbliższą rzeczywistością. Kiedyś autysta był dla mnie tak obcą i niezrozumiałą osobą. Całkiem inną niż ja. Wydawał się taki... chory. Teraz zespół Aspergera to teraz ja. I trzeba nauczyć się żyć z tą prawda tak by korzystać z życia jak najlepiej. Tak by wykorzystać dar jaki dostałam. Tak wiele pojęłam. Tak wiele odkryłam. Tak dużo mi wytłumaczono. Poczułam się lepiej.  










Za mną okres walki z własnym organizmem. Okres odkryć. Okres zmian. 
Czy te próby już są zakończone?













'








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz